Wczoraj po raz pierwszy od bardzo dawna byłam zmęczona po 8
godzinach pracy. Najbardziej stresującym elementem mojego dnia był dojazd do pracy na czas i bez zbędnych
przygód. Postanowiłam nie jechać cały czas autostradą, pół drogi jechałam
drogami między miejscowościami, niestety później przyszedł czas na autostradę,
a w niej najbardziej nie lubię złożoności zjazdów i niejasnych wskazówek gpsa.
Typu: „skręć w prawo, trzymaj się lewej, a następnie prawej”, przy
autostradowych prędkościach łatwo przegapić zjazd. W pracy byłam o 5
40,przebrałam buty na specjalne z blachą z przodu, chroniącą przed najazdem
wózków widłowych. Odbiłam karty przy
wejściu, żeby pracodawca wiedział ile czasu jestem w pracy , razem z nową koleżanką
Gosią, zostałyśmy przydzielone Edycie i poszłyśmy na dział D. Po 5 minutach
zostałam przeniesiona na dział B, tam była większa potrzeba pomocy. Moim
zadaniem było podjechanie wózkiem z 2 szufladami po 2 pełne kosze różnych
rzeczy robionych przez Vistaprint, włożenie ich do specjalnych przegródek, a
jeśli uzbierały się 2 rzeczy w 1 przegródce trzeba je było ułożyć na stole, po
zapełnieniu stołu i opróżnieniu koszy należało odstawić wózek na specjalne pole
i odłożyć puste kosze na stanowisko sortujące i wziąć kolejny wózek z pełnymi
koszami. Zabawa tego typu trwała 7 i pół godziny, po 10 miałam 30 minut –
niepłatnej przerwy. Mamy darmowe napoje zimne i ciepłe. Pracują same kobiety w
moim dziale, większość to Polki,
poznałam też 2 Niemki, 1 Rosjankę i moja przełożona Gertie – czy się
Herti jest Holenderką. Osoby, które są na stałe mają obłędne tempo pracy, dla
kogoś nowego to niemożliwe, by im dorównać.
Po całej tej pracy nie usłyszałam nic, ale to chyba dobrze, bo tam łatwo
zrobić błąd. Jak wróciłam do domu czułam się bardzo zmęczona, ale przynajmniej
czułam, że coś robiłam. Dziś też byłam w pracy, zaczęło się ok, wstałam o 4:15,
wyszłam do auta o 4:50, troszkę padało, no i jak już po 20 km znalazłam się na
autostradzie przegapiłam zjazd i zabłądziłam, gps zgubił też drogę- nie ma
aktualizacji, no i krążyłam, zjeżdżałam, szukałam, po 25 minutach zadzwoniłam
do przełożonej, że się spóźnię, i w końcu dojechałam na parking o 5:59. W
trakcie poszukiwań drogi miałam wielką ochotę zniknąć, poddać się, krzyczeć,
ale czułam, że trzeba jechać. W piątki pracujemy krócej – 5 godzin i w sumie dziś
mnie to ucieszyło, byłam na dziale z poczwórnymi zamówieniami, popełniłam 2 błędy,
ale opiekunka mnie uspokoiła, że to normalne na początku. Kobiety, z którymi
pracuję są przeważnie miłe, osoby nowe noszą szare koszulki i wszyscy wiedzą,
że popracujemy tylko do końca grudnia, więc też nie muszą się z nami wdawać w głębsze
związki interpersonalne. Mnie to pasuje. Wdrażam się w pracę, niebawem zacznę
pewnie uczyć się też innych rzeczy. Gdyby nie dojazdy, byłoby ok, ale za to w
przyszłym tygodniu mam na 14 do 22, więc w świetle dziennym będę miała mniej
kłopotów, a w drodze powrotnej, jak pobłądzę to już nie będzie takie ważne.
Dziś wymusiłam pierwszeństwo na tirze – strąbił mnie (lepsze to niż przejechanie)
i zgasło mi 2 razy auto, chciałabym już umieć jeździć, ale biorę też pod uwagę,
że może to się nigdy nie uda. Na razie będę próbowała, przez 2 miesiące nie mam
wyjścia, ale później po prostu poszukam pracy gdzieś bliżej.
Podziwiam. Ja mam duszę na ramieniu, jak raz na rok przejadę się autem do Gościęcic;)
OdpowiedzUsuńZocha, jestes miszcz! A autostrady to zuo.
OdpowiedzUsuńJestem dumna i pełna podziwu, wielki szacun i szapoba. A moment przełomowy nadejdzie, nawet nie zauważysz :)
OdpowiedzUsuń